Oczekiwania dalszych obniżek cen sparaliżowały zakupy polimerów. Popyt zanika mimo przecen, a rynek coraz bardziej napędzają emocje, nie fundamenty.
Oczekiwania na spadek cen, rosnący import oraz zbliżające się lato spowodowały zanik popytu na rynku. Europejskich producentów polimerów ogarnęła panika sprzedażowa, wprowadzili oni już w zeszłym tygodniu znaczne obniżki cen. Starają się sprzedawać jeszcze po wysokich cenach, podczas gdy spready kurczą się, a w przypadku niektórych ofert PPH i HDPE są już ujemne. Ujemne spready z całą pewnością doprowadzą do spadku europejskiej produkcji polimerów i zawężenia podaży. Gwałtownie spadające ceny w Europie skłaniają do ostrożności również importerów pracujących z długim „czasem realizacji”. Obniżki cen nie generują dodatkowego popytu, a wręcz zniechęcają przetwórców do zakupów.
Zarówno przetwórcy tworzyw sztucznych, jak i ich klienci są pewni siebie i ślepo wierzą w gwałtowny spadek cen w okresie letnim. Ich głównym celem jest jak najszybsze wykorzystanie zapasów, które obecnie uważa się za „drogie”. Bezpieczeństwo dostaw i produkcji nie jest już kwestią priorytetową ani dla przetwórców tworzyw sztucznych, ani dla ich klientów. Przypuszczalnie pod koniec lipca, czy w połowie sierpnia przetwórcy tworzyw sztucznych będą mieli równie niskie zapasy, jak w lutym. Tymczasem podaż w Europie Środkowej znacznie się zmniejszy z powodu prac konserwacyjnych i awarii. Jest bardzo prawdopodobne, że w przypadku niektórych rodzajów już w czerwcu pojawią się problemy z dostępnością. Import skupia się wyłącznie na rodzajach wykorzystywanych w największych ilościach. Rynek nie jest obecnie napędzany faktami, ale raczej nastrojami; przetwórcy i ich klienci w panice chcą pozbyć się swoich drogich zapasów, więc nie dokonują zakupów. Wydaje się, że nic nie powstrzyma znaczącego spadku cen. Spadek cen znacznie zmniejsza popyt na polimery i gotowe produkty z tworzyw sztucznych, co z kolei powoduje dalszy spadek cen. Według kierownika jednego z środkowoeuropejskich producentów polipropylenu, Rastislava Lazica, jeżeli aparat EKG pokazuje podobną krzywę do obecnie kształtujących się cen polimerów, oznacza to zawał serca. Kontynuując tę analogię, jeśli pierwszy zawał nie jest śmiertelny, to drugi lub trzeci już będzie.
Tak gwałtowny spadek cen polimerów nie wynika z cen surowców. W minionym tygodniu cena nafty ustabilizowała się powyżej 700 USD/t. Cena ropy BRENT utrzymała się w przedziale powyżej 90 USD na baryłkę. Nie odnotowano żadnych znaczących zmian w czynnikach fundamentalnych. Nadal wskazuje to na wysokie ceny monomerów i ujemne spready polimerowe. W europejskiej produkcji polimerów zaczyna się kształtować sytuacja rentowności podobna do tej z stycznia i lutego, w połączeniu z mocną presją podażową.
W Europie Środkowej sytuacja wygląda inaczej, tutaj podaż znacznie się zmniejszyła. Nie jest to jednak bezpośrednio odczuwalne ze względu na słaby popyt i oferty importowe, ale w związku z trwającymi obecnie pracami konserwacyjnymi oraz stanem siły wyższej w firmie MOL Petrolkémia Zrt, pod koniec czerwca będzie to odczuwalne w przypadku niektórych, a pod koniec lipca w przypadku większości rodzajów HDPE, PPC, PPR i niektórych rodzajów PPH. To z kolei przygotowuje grunt pod drugą falę paniki zakupowej, drugi „zawał”.




